Rodzaj: AU, angst, yaoi, oneshot
Pairing: JongKey
Ostrzeżenia: brak
Od autorki: Jest to oneshot, który jest prequelem 'Terapii', która ostatnio dodałam. Jest bardzo krótki i niedopracowany odrobinę. Wyjaśnia w nim, dlaczego brat Taemina odszedł. Kocham was i prosze o komentarze. <3
Wszystko zawsze czułem podwójnie. Czasem smutny, czasem
radosny. Wiem, że ludzi takich jak ja po prostu się depcze. Wiem też, że po
śmierci wynosi się ich na piedestały.
Artysta.
Może właśnie taki byłem, pełen impresji. Wylewały się ze
mnie emocje, o których inni nie wiedzieli, że istnieją. Czasem szalony, czasem
poukładany. Taki właśnie byłem. Potem postradałem zmysły, bo nie da się żyć
kierując się sercem.
Nie da się kochać całym sobą, nie będąc szalonym. Nie da się
zapomnieć o krzywdzie, jeśli się jej zasmakowało. Czasem powolny, czasem
nieuchwytny. Nie potrafię opisać swoich uczuć.
Zniszczył mnie mój własny umysł. Czy da się decydować, czy
białe, nie może być czarnym? Czasem porzucony, czasem rozchwytany. Nie jestem
pewny, co inni o mnie sądzili. Czy to ważne?
Chciałem czuć, że moja krew nadal płynie. Potrzebowałem dowodów
na moje istnienie. Zostawianie po sobie pustki, nigdy nie było moim marzeniem.
Czasem niedostępny, czasem łatwy. Musiałem urozmaicać swoje życie, by ktoś mnie
pamiętał.
Kochałem i nienawidziłem to jaki jestem. Miałem różne
doświadczenia. Czasem spokojny, czasem nadpobudliwy. Chciałem mieć wokół siebie
ludzi, którzy są ode mnie uzależnieni, ale to ja byłem od nich uzależniony.
Nie wiedziałem, że świat może się skończyć, nim umrę.
Sądziłem, że można być niewidzialnym, ale kiedy coś zrobisz, twoje czyny idą z
tobą do końca. Coś od czego uciekasz, podąża za tobą, by zrobić ci na złość.
Czasem zagubiony, czasem pewny siebie.
Nie widziałem różnicy między byciem człowiekiem a byciem
mną. Czasem gubiłem się na prostej drodze, by po chwili wyjść w kręte uliczki.
Bywało tak różnie. Czasem miły, czasem nienawistny.
Kiedy błąkałem się po tym świecie bez celu, wymyślałem historie
o mnie, o tym że jestem bohaterem, że ratuję uciśnionych. Chciałem ratować
innych, a sam potrzebowałem pomocy.
Czasem samotny, czasem jeszcze bardziej samotny.
*
* *
Mogę zamknąć mój świat w jego oczach.
Bujam się w rytm muzyki, chcę, żeby mnie dostrzegł.
Zakochałem się w nieznajomym. Szaleję, kiedy patrzę na niego. Przychodzę tu
tylko dla niego. Proszę go o przebaczenie, bo cały czas naruszam jego
podstawowe prawa, myśląc o nim w napalony sposób.
On nie odrywa wzroku od jakiejś dziewczyny. Nie znam jej.
Codziennie jest z inną. Trochę im zazdroszczę, trochę współczuję, ale
najbardziej ich nienawidzę. Jak to możliwe, że stałem się taki?
Boję się spojrzeć za siebie, bo może zobaczę kogoś kogo
znam. Wtedy spaliłbym się ze wstydu. Nie pasuję do tego miejsca. Zbyt grzeczny,
by tańczyć w klubie, popijając oszczędnie jedno piwo przez kilka godzin. Mam
zbyt wyprasowany mundurek i zbyt długi rząd piątek w dzienniku.
*
* *
Siedzę w ławce, słucham nauczyciela, robię notatki, jestem
przykładem. Czasem odpowiem na jakieś pytanie, jestem taki mądry, żadne zadanie
nie sprawia mi trudności.
Jednak kiedy spojrzę na tyły, widzę go i mój oddech się
spłyca. Patrzy na tablicę znudzony, bawi się telefonem pod stolikiem, ma
rozpiętą marynarkę i kolorową koszulkę, zamiast białej koszuli. Kocham jego
oczy wpatrzone pusto w dal, kiedy tańczy w klubie są pełne życia i wiem, że
błyszczą.
Chcę widzieć tylko jego, ale to nie jest takie łatwe.
Trudniejsze niż wszystko, co dotychczas przeżyłem i bardzo się boję, bo wszyscy
mnie ostrzegają. Czuję się jak idiota przy nim. Tylko patrząc na niego nie wiem
nic, łącznie z tym jak się nazywam.
Nie chcę, by ktoś mi go odradzał. Chcę, by nikt mnie nie
chronił. Chcę poczuć niebezpieczeństwo po raz pierwszy.
*
* *
Boję się mojej odmienności. Czemu muszę odstawać? Bycie
kujonem przestało mnie spełniać. Czuję głęboko w sobie, że coś ze mną nie tak.
Jestem zbyt inny, próbuję to ukryć, by nikt tego nie zauważył. Nie zrozumieliby
tego, że nie jestem, taki jak oni, że tak naprawdę nie pragnę być kimś, kto ma
pewną przyszłość. Chcę rzucić wszystko i pojechać, gdzieś gdzie nikogo nie
znam.
*
* *
Po raz pierwszy mnie zauważa, a ja nie wiem, co mam zrobić.
Podchodzi, pyta, co u mnie, wydaje się być miły. Czy wie, kim jestem? Zna moje
imię?
- Jestem Jonghyun –
mówi, a ja kiwam głową.
Chce mu powiedzieć, że doskonale wiem, kim on jest, że jest
od dawna to wiem, wyznać mu wszystkie swoje uczucia, poczuć jego dotyk na całym
swoim ciele, uciec z nim daleko, ale zamiast tego mówię tylko:
- Key.
* * *
Każda chwila z nim jest jak sen, chcę odlecieć. Boję się
każdej minionej sekundy, bo mogę nie przeżyć kolejnej takiej. Z nim każda rzecz
staje się ważna i warta zapamiętania.
Kiedy biegniemy, nasze włosy rozwiewa wiatr, uciekamy, palce
same się odnajdują, łączą się. Jonghyun zatrzymuje się nagle.
- Co robisz? – pytam
przerażony – Musimy biec, zaraz tu będą, dogonią nas – mówię, ale on uśmiecha
się tak bosko.
Jestem w całkiem innym miejscu, on nachyla się i mnie
całuje, a ja naprawdę teleportuje się. Kiedy kończy, ja stoję w miejscu. Boże,
błagam cię o coś pierwszy raz. Proszę, żeby to się nigdy nie skończyło.
*
* *
Zaraz po lekcjach zabiera mnie na lody. Jestem taki
szczęśliwy. Trzyma moją dłoń w swojej i uśmiecha się tak pięknie. Moje oczy
błyszczą, jego też. Czuję się jakbym był pijany, a przecież nie jestem.
- Jong… - zaczynam,
jednak nie potrafię przekroczyć tej granicy.
On nie ma z tym najmniejszego problemu.
- Kocham cię – mówi,
a ja śmieję się radośnie i ciągnę go w nieznane.
* * *
Nie pasujemy do siebie. Wcześniej tego nie zauważaliśmy, ale
teraz, kiedy pod szkołę podjeżdża limuzyna i musi wsiąść do środka, widzę
granicę między nami. Duża, czerwona linia.
Jestem przygnębiony, to nie pierwszy raz, kiedy to się
dzieje. Jego ubrania są zawsze taki drogie i czasem nie możemy się spotkać w
weekend, bo jego ojciec wyprawia jakąś firmową imprezę, na której Jong musi
być.
Coraz częściej zastanawiam się nad przyszłością.
*
* *
Kończymy szkołę i boję się, że to wszystko się skończy już
niedługo. Po wakacjach nasze drogi się rozejdą. Jego uczucie może szybko
przeminąć. Co wtedy zrobię?
Po raz pierwszy podejmuję tak poważną decyzję. Źle się z tym
czuję.
Żeby go nie stracić, pozwalam mu odejść.
*
* *
Dzień przed wyjazdem, zrywam z nim. Mówię mu, że bardzo go
kocham. Pierwszy raz mówię mu, że go kocham, zawsze to on mi to mówił.
Jonghyun płacze i ja też, ale uśmiecham się i całuje go w
czoło nim odchodzę.
Następnego dnia, chce mnie zatrzymać, wyrywa mi z rąk torbę,
robi scenę na lotnisku. Jednak ja odchodzę, bez słowa wyjaśnienia. Mój brat też
tu jest, stoi obok w milczeniu. Wiem, że jestem dla niego kimś ważnym, jest
taki młody, on nie rozumie. Nikt tego nie rozumie.
Może nawet ja nie wiem, o co chodzi.
*
* *
Teamin patrzył na odchodzącego brata i widział, jak Jonghyun
zalewa się łzami. I nie rozumiał, nie rozumiał, czemu Key odszedł. Jednak
wiedział jedno, że on już nie wróci.
Znaczy Key odszedł, bo bał się, że uczucie Jonga zniknie, więc wyjechał, ale samolot nie pierdyknął o ziemię, nie? ;D Czy tak? Bo cuś nie umiem posklejać w kupę... ^^;;
OdpowiedzUsuńWeny, weny i jeszcze raz weny, bo to potrzebne do pisania. :3
terapia bardzo mi się podobała.. pięknie piuszesz, wiesz? Też bym odeszła.. ludzie to kłamcy, na każdym kroku sieją zamęt, ich słowa nie są nic warte. Kłamią, ciągle to robią. Prędzej czy później pokazują swoją prawdziwą nature. Są potworami. Po części każdy nim jest. Mówi się,że im bardziej teraz jesteś szczęśliwy, tym bardziej później będziesz cierpieć. Takie moje wywody.. wybacz, że Ci tu śmiece. Bardzo mi się podobało, było prawdziwe. Życzę dużo weny :)
OdpowiedzUsuń